Czy zastanawiałaś się kiedyś, co by było, gdybyś nie była taka dzielna, jak jesteś?

 

Gdybyś zamiast po każdym upadku wstawać, otrzepywać się i z uśmiechem na ustach iść dalej dała sobie czas na płacz i złorzeczenie?

 

Gdybyś w chwili smutku i beznadziei nie poprawiała makijażu, a w zamian zagłębiła się w ciepły koc, w piżamie i obejrzała ciągiem najgłupszy serial świata?

 

Co by się stało, gdybyś dała upust całemu swojemu nieszczęściu i stanęła w pełni prawdy o sobie samej i otaczającym Cię świecie?

 

Gdybyś wykrzyczała swoje żale, pretensje i złość i nie próbowała być zawsze miła i życzliwa, bez względu na to, jak traktują Cię inni?

 

Bo dzielność to nie odwaga!!!! Bo dzielność to tak naprawdę znoszenie cierpienia. Udawanie, że nic się nie stało, że wszystko jest w porządku, że daję radę… To trud, w czasie którego nikt nie może zobaczyć Twojego potu i łez.

 

Kiedy myślę o zakorzenionej w tak wielu z nas dzielności, myślę też o dzielności swojej. O tym, że już jako mała dziewczynka musiałam być dzielna, o słowach, które ciągle słyszałam, że „Ania to sobie poradzi.” I o tym, że w związku z tym, że dzielna byłam nikomu nie przychodziło do głowy, że może trzeba mi pomóc.

 

Dzielność niesie ze sobą wiele bardzo poważnych konsekwencji dla tego, w jaki sposób idziemy przez życie, czy potrafimy z niego czerpać garściami a przede wszystkim dla naszego zdrowia psychicznego. Tłumienie prawdziwych emocji, które towarzyszy dzielności, odciska się piętnem na całym naszym układzie nerwowym. Każda powstrzymana złość czy rozpacz będące tak naprawdę przeżyciami traumatycznymi, a więc stresogennymi wpływa na utrzymywanie się w naszym mózgu wysokiego poziomu kortyzolu i jednocześnie obniżanie się poziomu serotoniny i dopaminy. W efekcie nasz organizm funkcjonuje w sytuacji ciągłej gotowości do walki, ciągłego napięcia i kumulowanego stresu. Nic dziwnego, że pozostawanie w tym zaklętym kręgu niewypowiedzianych emocji może objawić się w postaci chorób skóry, nadciśnienia, migren, chorób autoimmunizacyjnych takich jak niedoczynność tarczycy, czy zespół jelita drażliwego.

 

Oprócz skutków zdrowotnych tłumienie emocji ma także implikacje w relacjach z innymi. Osoby dzielne, mając bardzo wysokie wymagania wobec siebie samych, oczekują od innych tego samego poziomu dzielności, a więc mogą sprawiać wrażenie nieczułych wobec cierpienia innych i nad wymiar wymagających. Przez brak umiejętności korzystania z pomocy mogą wydawać się wyniosłe i zdystasowane w efekcie nie otrzymując wsparcia wtedy, kiedy będzie ono potrzebne. Te mechanizmy mogą prowadzić do wzrostu poczucia osamotnienia i niezrozumienia a w niektórych przypadkach do alienacji społecznej.

 

Czym w takim razie jest odwaga, jeśli nie dzielnością?

 

Odwaga kojarzy mi się z pokonywaniem lęku, z sięganiem po coś wielkiego i wspaniałego, z realizowaniem marzeń, z dążeniem do osiągnięcia celu. Odwaga zakłada, że się boję – słyszę bicie swego serca, przyśpieszony oddech, skręca mnie w żołądku a mimo to wykonuję ten zwariowany krok, podejmuję tę niełatwą, ryzykowną decyzję, sięgam po coś, co jest bardzo wysoko i wydaje się zupełnie niedostępne. Odwaga, w przeciwieństwie do dzielności, daje nadzieję, że w moim życiu coś się zmieni na lepsze i że nastąpi pewna ewolucja, która przyniesie mi więcej szczęścia i spełnienia.

 

Podczas gdy dzielność jest strategią przetrwania, odwaga ma zapewnić zwycięstwo.

 

Jak zatem przestać być dzielną?

Myślę, że głównym problemem jest głęboko zakorzenione w nas przekonanie, że dzielność to coś dobrego. Przecież ile razy słyszymy, jak matka mówi do swego dziecka „Nie płacz. Bądź dzielny!” albo jak komentujemy „Jaka ona dzielna! Jej mąż taki chory a ona ani na chwilę nie zwalnia tempa w pracy!”.

 

Zdanie sobie w ogóle sprawy z tego, jak zgubna może być dzielność, jest pierwszym krokiem do zmiany.

 

Drugim krokiem jest zbudowanie szacunku do własnych emocji. Mam na myśli wszystkie emocje – te pozytywne i te negatywne. One wszystkie zasługują na naszą uważność i one wszystkie potrzebują być wyrażone. Od tego także zależy właściwie rozumiane panowanie nad emocjami. Jeśli potrafimy regularnie rozpoznawać w sobie emocje, przyglądać się im, zastanawiać nad ich przyczynami i wyrażać, co czujemy odstresowujemy nasz organizm, zapewniamy sobie równowagę psychiczną i unikamy niekontrolowanych wybuchów emocji, które mogą niszczyć nas i nasze relacje.

 

Trzeci krok to przyjrzenie się sobie pod kątem rzeczy, ludzi czy sytuacji, które przychodzi nam znosić. Których tak naprawdę nie akceptujemy, które sprawiają nam ból bądź przykrość, ale nigdy nie miałyśmy wystarczająco dużo odwagi, aby powiedzieć to na głos. To może być sprawa sprzed lat, która nie została zamknięta, jakaś postać w naszym życiu, której czyny przynoszą nam cierpienie, to może być jakiś trud, którego doświadczamy, ale nikt o tym nie wie… Każda z tych rzeczy, spraw, osób to tłumiona emocja, którą należy nazwać i wyrazić.

Na koniec po prostu warto być autentyczną. Warto mieć wokół siebie ludzi, którym możemy pokazać naszą słabość, którym możemy się wypłakać i z którymi możemy pójść na wino czy obejrzeć ten głupi serial. Warto odnosić się do wszystkich swoich emocji z należytym szacunkiem, bo zaprzeczać im to tak, jakby zaprzeczać swojej naturze.

A ja?  Ja jeszcze jestem trochę dzielna i jeszcze nie do końca potrafię dzielić się słabością choć mam wrażenie, że przeszłam długą drogę. Jestem też przy tym bardzo odważna, co stawia dodatkowe wyzwania. To, że mogę o tym napisać zamyka w mojej głowie kolejny etap…

 

Translate »